Prawnik czy inżynier?

Kolega, jak zwykle niestety, miał rację. Lato minęło już bezpowrotnie, chociaż w miejscu, gdzie piszę te słowa, w ciągu dnia jest prawie 40 stopni i słońce praży niemiłosiernie. Jesień zawsze nastraja mnie filozoficzne, więc i teraz zastanawiam się nad marnością naszego żywota. Wielu z nas tzw. przedsiębiorców zastanawia się, co przyniesie najbliższa przyszłość. Czy będą jeszcze jakieś duże albo nawet i mniejsze kontrakty w branży infrastruktury podziemnej? Czy kontrahenci winni nam jakieś pieniądze znajdą możliwości, aby spłacić swoje zobowiązania? Ile znajomych firm będzie miało kłopoty spowodowane upadłością Hydrobudowy Polska czy PBG? Tych pytań jest niestety wiele. Coraz mniejsze kwoty będące do dyspozycji z funduszy unijnych oraz ogólny kryzys docierający także i do nas powodują, że pracy będzie na pewno mniej. Trzeba się do tego przygotować – wzmóc czujność i przyglądać się zarówno podwykonawcom, jak i zamawiającym. Należy dobrze analizować zapisy umów, żeby po skończeniu inwestycji nie okazało się, że powinniśmy na swój koszt zrobić jeszcze raz tyle, co do tej pory, a przy okazji wyremontować szkołę lub wyasfaltować plac przed magistratem. Niestety, w dzisiejszej rzeczywistości w firmie ważniejszy jest prawnik, niż inżynier. Bądźmy więc czujni, aby kruczki prawne nie pożarły owoców naszej ciężkiej pracy.